Wywiad z księdzem proboszczem

Nasz Proboszcz Jubilat

z ks. Wojciechem Zdziebłowskim rozmawia Zofia Backiel

 

ZB: Cieszę się, że Ksiądz Proboszcz zgodził się udzielić wywiadu. Za kilka dni, dokładnie 10 kwietnia, w bardzo uroczystym czasie Triduum Paschalnego, w Wielki Piątek, w dniu Męki i Śmierci Pana Jezusa, wypada 50 rocznica urodzin Księdza Proboszcza.

Czy 50 lat to bardzo długi okres w życiu Księdza, czy raczej minęło jak jeden dzień?

KP: To drugie jest odpowiednie. Te 50 lat w moim życiu rzeczywiście minęło jak jeden dzień.

ZB: Czy kiedykolwiek przypuszczał Ksiądz, że pięćdziesiątkę będzie obchodził jako proboszcz, w dodatku jako twórca nowej wspólnoty parafialnej i budowniczy kościoła?

KP: Z tych 50 lat życia jedna piąta jest przeżyta tutaj na Gocławiu. To dla mnie radość. Były to chyba lata najpiękniejsze, najlepsze w życiu człowieka i w życiu kapłana. Nawet jest takie niepisane powiedzenie, że to, co się zrobiło czy robi do pięćdziesiątki to jest sens życia człowieka. Jest się wtedy już nie najmłodszym i jeszcze nie najstarszym. Jest to w zasadzie taka kwintesencja życia. Radosne, twórcze i piękne jest być pierwszym wykonawcą czegoś, jakiegoś dzieła. To mobilizacja i nobilitacja. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że my wszyscy jesteśmy budowniczymi. Mamy tę łaskę od Boga budowania tych dwóch kościołów; materialnego z cegły i tego z żywych serc.

ZB: Co w swoim pięćdziesięcioleciu, jakie konkretne wydarzenie, ocenia Ksiądz jako najważniejsze?

KP: Wstąpienie do Seminarium Duchownego i święcenia kapłańskie. Moje kapłaństwo było pod znakiem Księdza Kardynała Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego, który mi udzielił święceń kapłańskich w 1972 roku. W zasadzie można powiedzieć, że tym drugim, który moje kapłaństwo poniekąd kształtował i kształtuje jest Ojciec Święty Jan Paweł II. Na pewno trzecim kapłanem, który w moim życiu pozostawił potężny ślad, jest mój ojciec chrzestny, mamusi Cecylii brat rodzony, długoletni proboszcz parafii Świętego Wincentego a Paulo na warszawskim Bródnie, przy tamtejszym cmentarzu ksiądz kanonik Stanisław Hermanowicz. Nie mogę też nie wspomnieć byłego proboszcza parafii pod wezwaniem Św. Stanisława Męczennika w Wiskitkach księdza Eugeniusza Boreckiego, pod którego okiem dojrzewało moje kapłaństwo, a wcześniej lata kleryckie.

ZB: Czy miał Ksiądz jakieś trudne sytuacje, czy czegoś żałuje, czy znając konsekwencje podjętych decyzji postąpiłby Ksiądz inaczej?

KP: Przyjechałem pierwszy raz na Gocław w styczniu, lutym 1988 roku, kiedy już poszły decyzje, że ja tutaj mam przyjść - na razie jako wikariusz z mianowaniem do tworzenia parafialnej wspólnoty. Pogoda straszna, deszcz, mżawka. Dookoła błota, bagna, dzikie kaczki. Biskup Marian Duś, odpowiedzialny wtedy w Kurii Metropolitalnej na Miodowej za sprawy budownictwa sakralnego, ze spokojem ducha radził, żeby jednak w tym miejscu podjąć budowę nowej świątyni. Formalności trwały całe dwa lata. 8 marca 1990 roku postawiliśmy krzyż na nowym placu kościelnym. Ten krzyż spadł nam trochę jakby z nieba. Mój szwagier z Piastowa inż. Andrzej Dziankowski - gdzieś ten krzyż zakupił. Postawiliśmy go, głównie dzięki wspólnemu wysiłkowi mieszkańców bloku Samolotowa 4. Od działkowiczów odkupiłem obecny kiosk. Wtedy był to najpiękniejszy kościół. Potem postawiliśmy kaplicę (jesień 1990 r.). Najpierw odwodnienie terenu, drenaże. Potem zaczęliśmy wznosić kościół murowany razem z plebanią. Równolegle. Tak dyktowało serce. A praktyka pokazuje co innego. Budowanie nasze jest prowadzone logicznie i sensownie. Ale brak jest sal dla potrzeb grup parafialnych.

ZB: Co i jak odczuwa Ksiądz Proboszcz dźwigając pięć krzyżyków życia lub mówiąc bardziej poetycko u progu 51. wiosny życia?

KP: Na pewno pierwszym odczuciem jest radość. Radość z wykonywanej posługi. Radość budowania.

ZB: Zazwyczaj w wywiadach pada pytanie o hobby. Jakie są Księdza zainteresowania, pasje?

KP: Lubiłem i lubię do dzisiaj bardzo dwie dziedziny sportu. Oczywiście piłkę nożną; jak na razie glądając mecze w telewizji oraz czynnie kolarstwo. Dostałem rower od rodziców za dobrze zdaną maturę (dzisiaj to się otrzymuje samochody, dobre komputery). Pamiętam go do dzisiaj. Nazywał się Maraton. Szybki był to rower, prawie taki kolarski. Był piękny pamiętam pomarańczowy, lśniący, obręcze niklowane, pięć przerzutek z tyłu, dwie przekładnie. To był dobry, polski rower.

ZB: Wiemy, że bliskie sercu Księdza Proboszcza są sprawy dzieci i młodzieży...

KP: ...Oczywiście. W pierwszych dziesięciu latach mojego kapłaństwa absolutnie ważną była praca z młodzieżą. Była bym powiedział moją domeną i taką pasją. Rower, sport, gitara i młodzież. Być razem. Modlitwa, ogniska, kiełbaski, wszystko wspólnie, razem. To była sama młodość, sama radość. Tutaj nasze środowisko nie jest jeszcze zintegrowane. Najstarsi mieszkańcy mają za sobą 20 lat pobytu na Gocławiu. Myślę, że nasze duszpasterstwo teraz powinno być skupione przede wszystkim na dwóch rzeczach: duszpasterstwo tzw. katechetyczno szkolne i duszpasterstwo po prostu parafialne. Ale one powinny się ze sobą zazębiać, przenikać. Te siły muszą być razem sprzęgnięte. Dyrekcje szkół i nauczyciele, pedagodzy, dzieci, rodzice, ale i pozaszkolna, pozalekcyjna praca. Może jakieś wyjazdy, jakieś przeżycia z inną szkołą, inną parafią. Jestem za tym, co preferuje ks. Mirosław Mikulski. Uważa, że po prostu na sporcie, na zabawie oczywiście między innymi opiera się praca nad młodym pokoleniem. Sport, który kształtuje, wymaga nie tylko tego co dotyczy ciała, ale i charakteru, tego właśnie ducha.

ZB: Na koniec - proszę powiedzieć o swoich korzeniach. Skąd Ksiądz Proboszcz pochodzi? Kim są Księdza rodzice? Mówi Ksiądz o nich zawsze z ogromną miłością synowską. Proszę opowiedzieć o swoim środowisku rodzinnym.

KP: Wywodzę się z parafii pw. Św. Stanisława Biskupa w Wiskitkach, obecnie diecezji łowickiej. Rodzina normalna, katolicka, tak jak większość w małych miasteczkach, na wsiach i chyba wtedy w dużych miastach. To tamte czasy sprawiały, że ostoją naszej siły wewnętrznej, wiary i wszystkiego, co polskie, był Kościół. Tam też Polak szukał schronienia i jakąś wewnętrzną siłę stamtąd po prostu czerpał. Mamusia Cecylia miała jeszcze troje rodzeństwa; siostrę Janinę, która zginęła w Powstaniu Warszawskim i dwóch braci bliźniaków: Stanisława kapłana, mojego ojca chrzestnego i Henryka, który od kilku lat nie żyje. Tatuś Mieczysław miał z kolei dwóch braci; obaj niestety tragicznie zginęli. Mieli po dwoje dzieci. Mamusia, taka zwykła wiejska krawcowa. Tatuś pracował jako tokarz w Żyrardowskich Zakładach Przemysłu Lniarskiego. W domu była nas piątka. Ja jestem najstarszy; siostry dwie za mną: Henryka-Lucyna i Teresa, a także dwóch braci Bogumił i Paweł. Siostry są mężatkami. Mają po dwie córeczki. Jednej Agnieszki jestem chrzestnym ojcem. Bracia obaj są żonaci. Syna, jednego z nich Łukasza, też jestem ojcem chrzestnym. Od małego jak to się mówi do matury byłem ministrantem, jednym z pierwszych lektorów. Byłem prawą ręką księdza proboszcza. Było nas tam wtedy kilku takich prawych rąk. Dwóch jeszcze zostało księżmi. Z parafii mojej wywodzą się jeszcze dwie siostry zakonne i dwóch franciszkanów. Te lata były zrodziły w nas kleryków i powołania zakonne.

W domu mieszkaliśmy razem z dziadkami: Stanisławą i Janem Hermanowiczem. Do dzisiaj jestem pod urokiem dziadka, piłsudczyka z krwi i kości. Nawet z fizjonomii, postawy, był podobny do dziadka Józefa Piłsudskiego. Wypisz, wymaluj. Do I Komunii Świętej przystąpiłem w klasie trzeciej. Przygotowywała nas do niej siostra zakonna. Dzieci wtedy garnęły się do kościoła. Był on ostoją. Wspólne zajęcia, ministrantura, jakieś wyprawy rowerowe, wyjazdy poza parafię - wspólne pobyty

 

Parafia św. Patryka 1999

Do przemyślenia

Dz 4, 12

"I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano nam ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni"

1.      

 

Sakramenty Święte

Warto przeczytać

Warto posłuchać

Warto obejrzeć

GALERIA

Website Security Test